Odważna sztuka czy spokojne zarządzanie kulturą?
Czy dziś wystarczy być wybitnym kuratorem, dyrygentem, reżyserem aby skutecznie prowadzić publiczną instytucję kultury? To pytanie o MOCAK, ale też o model zarządzania współczesnymi instytucjami kultury.
Sytuacja wokół krakowskiego MOCAK-u nie jest wyłącznie konfliktem personalnym ani kolejnym epizodem w historii miejskich instytucji kultury. To kolejny raz pojawiające się pytanie o to, czym dziś ma być muzeum sztuki współczesnej – i czy sama wielka, ambitna, wizja artystyczna wystarcza do zarządzania publiczną instytucją kultury. Bo przecież trudno odmówić Adamowi Budakowi rozmachu myślenia. Jego koncepcja rozwoju MOCAK-u była próbą mocnego wpisania go w międzynarodową sieć najważniejszych debat o sztuce, polityce, tożsamości czy współczesnych napięciach społecznych. To była propozycja muzeum żywego intelektualnie, ambitnego i świadomie zanurzonego w globalnym świecie sztuki. Tak ją ocenili członkowie komisji konkursowej i nie tylko krakowskie środowisko artystyczne.
Zapanował entuzjazm. Jednocześnie, co może umknęło, Adam Budak zdecydowanie stwierdzał: „Wierzę jednak, że szybko uda się, razem z zespołem, stworzyć atmosferę bezpieczeństwa, wzajemnego szacunku i odbudować zaufanie – zarówno wewnętrzne, jak i zewnętrzne. Współpraca i wzajemne zrozumienie, a także przejrzystość relacji są szczególnie ważne w sytuacjach kryzysowych. Mam świadomość, że ślad po tych wydarzeniach (dotyczących poprzedniej dyrektorki – przyp. autora) może pozostać, ale mam też nadzieję, że to już niebawem stanie się przeszłością. Chciałbym, abyśmy wspólnie tworzyli program, z którym będziemy się identyfikować i z którego będziemy dumni”.
I oto okazało się, że to jednak nie było takie łatwe, a świadomość, wiara i deklaracje nie wystarczyły.
Ponawia się wybrzmiewające od dekad pytanie: czy dziś wystarczy być wybitnym kuratorem, dyrygentem, reżyserem aby skutecznie prowadzić publiczną instytucję kultury? A może coraz częściej mylimy charyzmatyczną wizję z kompetencją zarządczą? Współczesne muzeum, galeria sztuki nie funkcjonuje wyłącznie jako laboratorium idei. MOCAK do duża instytucja kultury, przedsiębiorstwo. Pracuje dla niej około 60 osób. Jest zatem także miejscem pracy, skomplikowaną organizacją, przestrzenią codziennych relacji, napięć, emocji i odpowiedzialności wielu, bardzo różnych osób. Zderzają się ich wrażliwości, marzenia, sytuacje życiowe, emocje, kompetencje. To więc oczywiste, że nawet najbardziej błyskotliwa koncepcja artystyczna może rozbić się o rzeczy pozornie, tylko pozornie banalne: sposób komunikacji, atmosferę współpracy, brak zaufania czy poczucie chaosu organizacyjnego.
W świecie sztuki bardzo chętnie mówi się o wolności – i słusznie, bo bez wolności wyrazu nie istnieje żadna żywa kultura. Wielość perspektyw, spór, eksperyment, kuratorska odwaga – to wszystko stanowi fundament aktualnej sztuki. Takie założenia, i to możliwe do realizacji w publicznej instytucji, są bezcenne. Problem zaczyna się jednak chyba wtedy, gdy wolność artystyczna staje się argumentem wyłączającym rozmowę o odpowiedzialności. Czy instytucja publiczna może funkcjonować dobrze wyłącznie dzięki sile idei? Czy prestiż międzynarodowych kontaktów automatycznie przekłada się na jakość codziennego działania? I wreszcie – czy środowisko kultury nie stworzyło czasem niebezpiecznego mitu, według którego wybitnym twórcom wolno więcej? I jednocześnie nie wspiera go, nie rozumie niuansów i uwarunkowań tej ciężkiej pracy? Wszak to wiele perspektyw, ograniczeń, kłopotów, codziennych dylematów i nieustającej presji z różnych stron.
To szczególnie istotne w miejscu takim jak MOCAK, którego siłą od lat pozostaje nie tylko program wystaw, ale także ludzie – zespół kompetentnych, doświadczonych i niezwykle wrażliwych pracowników. W instytucjach kultury relacje międzyludzkie nie są dodatkiem do działalności. One są jej podstawowym tworzywem. Bez zaufania, szacunku i poczucia współodpowiedzialności nawet najbardziej ambitnie programowana, nazywana i promowana instytucja zaczyna działać w atmosferze wewnętrznego napięcia i wyczerpania. A przecież kultura nie rozwija się w klimacie permanentnego konfliktu. Potrzebuje dialogu. Czasu. Umiejętności słuchania. Zgody na różnice temperamentów, emocji i sposobów pracy.
Być może właśnie tutaj kryje się najważniejsza lekcja całej tej sytuacji.
Kraków nie stoi dziś przed wyborem między „odważną sztuką” a „spokojnym zarządzaniem”. To fałszywa alternatywa. Prawdziwym wyzwaniem jest stworzenie instytucji, która potrafi połączyć jedno z drugim, ambicję programowania formatu artystycznego z dojrzałą kulturą organizacyjną instytucji. Miasto oczywiście potrzebuje muzeum, które rezonuje w światowym obiegu sztuki nie tylko dzięki wystawom, ale także dzięki jakości swojego działania.
„Moim celem jest stworzenie »udomowionego« muzeum – miejsca przyjaznego, które wita każdego gościa i w którym każdy członek zespołu jest gospodarzem. Chciałbym, aby ta gościnność była cechą rozpoznawczą MOCAK-u” – zapowiadał, zapewne absolutnie szczerze, Adam Budak. Po kilku miesiącach wiadomości z MOCAK-u nie potwierdziły, że to się powiodło. Kolejny raz, i MOCAK nie jest jedynym takim przykładem, okazuje się, że coraz bardziej nowoczesnością instytucji kultury nie jest dziś już sama odwaga artystyczna.
Nie oceniajmy: winien, bez winy. Oceniajmy wielowątkowość i złożoność. Zamiast emocjonalnych sporów, wskażmy perspektywę. Można pogodzić obie koncepcje i takich przykładów jest bardzo dużo. Uda się i w Krakowie.
Krzysztof Markiel – wieloletni pracownik administracji samorządowej, kierujący w niej departamentami kultury, dziedzictwa, edukacji i turystyki. Odpowiedzialny za rozwój sektora i instytucji kultury, ochronę dziedzictwa oraz wdrażanie funduszy europejskich. Doradza miastom w zakresie nowoczesnych polityk rozwoju, partycypacji i zarządzania instytucjonalnego. Ekspert, szkoleniowiec i asesor programów europejskich.

Jeszcze nie ma komentarzy